Hetasia

Nie, nie hentasia, H-E-T-A-S-I-A


    Celtycka dusza z mieczem

    Share

    Celtycka dusza z mieczem

    Pisanie by Alistor MacKirkland on Czw Maj 02, 2013 2:18 pm

    No to zaraz dopisze historie XD


    I
    Miasto:


    Ronklyn


    II
    Imię i nazwisko:


    Alistor MacKirkland


    III
    Wiek:


    25


    IV
    Klasa postaci:


    Skrytobójca choć wolałbym po prostu Najemnik


    Vl
    Sakiewka:


    /tekst/


    VI
    Wygląd:


    Trzeba przyznać iż rodzice hojnie obdarzyli go urodą. Wysoki na metr osiemdziesiąt, szeroki w barkach i ładnie ułożone rysy mięśni w ramionach, dodatkowo wyćwiczone od lat treningów. Niestety po matce dostał dodatkowo wcięcie w talii i długie nogi. W sumie obie rzeczy ukrywa pod materiałami, a kiedy już je odkrywa przed dziewkami, mają swoje plusy. Kobiety są zafascynowane delikatnymi akcentami w męskim wojowniku, a i w łóżku nie narzekają...
    O dziwo nie wygląda na żeglarza pomimo dwóch lat służby na pełnym morzu. Jasna, niemalże mleczna karnacja kontrastująca z wiśniowymi włosami ciągle ułożonymi w artystycznym nieładzie nadal została jego wizytówką z wysp Skellige. Twarz, pociągła i bez jakichkolwiek wad. Nie ma żadnych pieprzyków, piegów ani innych charakterystycznych znamion czy ran. Jeśli jednak raz go spotkasz, zapamiętasz na całe życie okropny zapach taniej nikotyny, wody kolońskiej i groźne, jadowicie zielone oczy przeszywające dusze.
    Co do ubioru nie wyróżnia się w tawernie jedwabną, błękitną koszulą z podwiniętymi rękawami, czarną kamizelą z guzikami stworzonymi z brylantów zatopionych w obsydianie czy skórzanymi rękawiczkami. Cóż pomimo bycia najemnikiem jest synem księżniczki Harnad i księcia Skellige więc pieniędzy mu nie brakuje. Oczywiście woli wojaczkę dlatego jeden z prezentów jaki dostał od matki uwielbia najbardziej- Skórzany pas przecina jego klatkę na ukos od lewego ramienia i świeci srebrnymi klamrami. Na plecach zaś znajduje się pochwa od dwuręcznego miecza, który błyszczy w świetle srebrną klingą, na której dostrzec można przemykające się hebanowe runy zapisane w starszej mowie. Magiczny miecz dzięki nim nie pęka i nie tępi się, przez co jest wiernym narzędziem wojownika.



    VII
    Charakter:


    „Żyj w zgodzie z naturą.” Mówił ojciec. Druidzkie nauki ojca bardzo lubił. Mówiły o jedności ze światem roślin. Z ich nieprzemijalnością, stałością i potrzebą utrzymania. Marna egzystencja ludzi, którzy rodzą się i umierają jest niczym w stosunku do dębów żyjących wiele stuleci. To właśnie roślinom należy się większy szacunek i chwała, którą uskutecznia w lasach przy pomocy rytuałów jakich nauczył go ojciec. Dzięki ojcu nauczył się szanować to co nieprzemijające i trwałe. Powściągliwości, spokoju i opanowania podczas powolnej opieki nad roślinami. Skupienia i koncentracji podczas nauk magii. Wyrozumiałości podczas długich rozmyślań. (Przepraszam ,ale czy widzieliście przelatującego tutaj miętowego królika z moją zapalniczką?) „Czerp energie ze wszystkiego co cię otacza.” Mówiła matka. Jej nauk nie cierpiał. Rozumiał tylko nieliczną część z tego co wykładała mu Yennefer, i to tą nieliczną część jakoś łączącą się z druidami. Niestety przez magię wykształcił u siebie pogardę i agresję, która czasem wyciekała jak jad niszcząc całe starania ojca. Nienawiść, złość i gniew były wytworem wymagającej matki i brutalnej nauki Czarnej Magii. Zatem jest wybuchową mieszanką celtyckich zalet i czarodziejskich wad, lub jeśli kto woli na odwrót. Więc uważaj by spotkany dżentelmen nie zmienił się w chętnego do zabicia cię wojownika z magicznymi zdolnościami, tylko przez nieumyślny żart wobec niego. (Przepraszam ,ale czy widzieliście przelatującego tutaj miętowego królika z moją zapalniczką?) Niezbyt lubi przebywać z ludźmi jednak pewnego razu postąpił błąd jakim było zaprzyjaźnienie się z bardem, przez którego zyskał jeszcze jedną wadę/zaletę. Otóż z Alistora jest kobieciarz i może trochę satyriasis. Ubóstwia podziw kobiet jaki wzbudza i ich zarumienione policzki gdy prawi im komplementy oraz ich głośne jęki gdy dochodzą. Oczywiście bardziej woli kochać się z pięknymi kobietami i to z nimi więcej czasu spędza na rozmowach jednak gdyby się uparł poderwał by i chłopaka, w sumie raz to zrobił i nie widzi różnicy. (Przepraszam ,ale czy widzieliście przelatującego tutaj miętowego królika z moją zapalniczką?) Mało mówi o sobie, raczej prawi komplementy lub zachwyca się naturą, no w ostateczności ciska mięsem. Jednak to dobry człowiek o szlachetnym sercu i czystych chęciach do walki z innymi by sprawdzać swoje umiejętności. Jednak szlachetne serce jest bardzo głęboko ukryte, a ostrze miecza słuchające jedynie szumu krwi przeciwnika. A było napisane, że jest skąpy? (Jeb*any miętowy królik zajeb*ał mi zapalniczkę Zippo :/)

    VIII
    Historia:


    [i]
    Zapach bzu. Pachniały nim jej hebanowe włosy i mlecznobiała skóra oraz aksamitne ubrania. Roznosiła ten zapach wszędzie gdzie przebywała choć sekundę. Pamiętam jak poruszała się z gracją i jej stanowczość w jadowicie zielonych oczach. Tak miała groźne spojrzenie a zarazem piękne. Przenikliwe oczy patrzyły przeszywając dusze i inną materię wywiercając w niej dziurę. Zapewne te piękne oczy zauroczyły żeglarza ze Skellige. Jeśli mą matkę pamiętam jako piękną i silną kobietę, tak mego ojca opisywały by delikatność i cierpliwość. Miał zawsze łagodny a zarazem pobłażliwy uśmiech i ciepłą opiekuńczą aurę.

    Nie dziwię się zatem, że mój ojciec zakochał się w mej matce.



    IX
    Parametry postaci:


    Siła: 15
    Zwinność: 15
    Inteligencja: 10
    Wytrzymałość: 10
    Celność: 10
    Charyzma: 5
    Percepcja: 15
    Szczęście: 10



    X
    Umiejętności:



    - Jego ojciec był druidem zaś matka czarodziejką więc bez problemów mógł korzystać z paranormalnych zdolności obojga. Podczas spędzonych jesieni i swego ojca wyuczył się kontroli nad roślinami: bez ziarna, wody czy nawet ziemi (w betonie) potrafi w szybkim czasie wyhodować i zmusić do owocowania między innymi: krzewów owocowych (w tym wilczej jagody), roślin łodygowych wymaganych do środków przeciwbólowych oraz trucizn.
    - Ze wzgląd na matkę czarodziejkę opanował jedno proste zaklęcie z grupy czarów psychokinetycznych, polegające na pchnięciu energii w żądanym kierunku. Oczywiście nauczył się go ze wzgląd na użyteczność w walce ponieważ zaklęcie Aard nie wymaga żadnych formułek a jedynie złożenia dłoni w odpowiedni znak i skupienia się. Siła pchnięcia zależy od koncentracji woli rzucającego i wydanej mocy, jednak Alistorowi wystarcza od 3-5 metrów na zmianę ułożenia miecza na bardziej dogodną lub do uniku.
    - Ostrzem miecza może zablokować pocisk (w zależności od humoru przeciąć na pół lub po prostu odbić) nie niszcząc przy tym broni. Technika skuteczna przy małokalibrowych broniach i tych nie będącymi śrutówkami.
    - Umie tworzyć silne środki przeciwbólowe i średnio zaawansowane trucizny.
    - Bardzo dobrze gra na dudach, ale nikt nie rozumie tej pięknej sztuki D:<




    avatar
    Arthur Kirkland
    Admin

    Liczba postów : 20

    Re: Celtycka dusza z mieczem

    Pisanie by Arthur Kirkland on Sob Maj 04, 2013 3:42 pm

    No dobra to zaczniemy od początku... Kartę mi się dość ciężko czytało...Ale wymieńmy rzeczy w podpunktach...
    1. Skellige - co to jest za wymyślone miasto... Druidzi pochodzą z Denewir. Administracja nie przyjmuje nowych krain, wymyślonych przez userów. Do poprawy.
    2. Nie rozumiem czemu założone zostało, że jest złodziejaszkiem... Z tego co rozumiem włada jednym mieczem, a nie sztyletami, nożami i innymi małymi broniami jednoręcznymi, więc to się automatycznie kupy nie trzyma. Opisujesz, że jest wojownikiem,to niech nim będzie, ale do złodziejaszka mu daleko z tą KP, nic nie było wyjaśnione pod tym sensem.
    3. Historia - bardzo krótka i niezrozumiała, bardziej zależy nam na faktach jak został tym wojownikiem/złodziejaszkiem skoro rodziców ma zupełnie z innych miast-klas. Jak to się stało, że pływał po morzach.
    4. Skoro jego matka jest księżniczka Harnad to jednoznacznie jest to siostra matki Arthura czy też Evana. Można dać wzmiankę, ze swoich kuzynów nie zna, a może ciekawiej by było gdyby to była matka też Evana, w końcu on był porzucony, ale to już od was zależy czy pod tym kątem się dogadacie.
    5. Umiejętności... *chrząka* Twoja postać jest jednocześnie druidem, magiem (Wiedźmin mi się tu kłania), wojownikiem, bardem, skrytobójcą i na dodatek uzdrowicielem.. Sry... Ale to nie przejdzie. Chce być w porządku co do innych userów. Wybierz umiejętności odpowiadające klasie którą grasz, a nie wymyślasz hybrydę. Poza tym umiejętności są za silne jak na początki gry z poziomem 1.

    Ogólnie prawie cała KP do poprawy.

    Re: Celtycka dusza z mieczem

    Pisanie by Alistor MacKirkland on Nie Maj 05, 2013 10:43 am

    Pierwszy punkt już śpieszę wyjaśniać:
    Skellige jest to wyspa należąca do piratów- pogromców oceanu i grabieżcy łodzi królestw wiec ze wzgląd na ich reputacje miejsce zamieszkania nie jest umieszczona na mapach jednak istnieje.
    Co do umiejętności. Postać ma sporo lat i mogła przez ten czas wyuczyć się sporo a ja nie proszę o wiele. Ostrzem nie mogę sparować wszystkich pocisków, a nie fair by było gdyby moja postać nie posiadała takiej umiejętności gdzie poza rangą "łucznicy" istnieją i strzelcy. :I
    Cholera a userka miała taką nadzieję, że nikt nie zauważy, że to z wiedźmina

    VIII
    Historia:




    Zapach bzu. Pachniały nim jej hebanowe włosy i mlecznobiała skóra oraz aksamitne ubrania. Roznosiła ten zapach wszędzie gdzie przebywała choć sekundę. Pamiętam jak się poruszała, z kocią gracją i głową uniesioną z pogardą. Każdy schylał głowę i nikt nie ośmielił się spojrzeć w jej drapieżne, jadowicie zielone oczy. Tak, miała groźne spojrzenie a zarazem piękne w swym okrucieństwie. Były jak magia, która niczym żelazny grot z zadziorem tkwi w środku. Rani głęboko. Boli. Boli tym dziwnym rodzajem bólu, który dziwnie kojarzy się z rozkoszą. Tak, właśnie takie były oczy mej matki. Piękno, które przewierca duszę. Zapewne te piękne oczy zauroczyły księcia ze Skellige. Nie był żeglarzem… Miał jasną karnacje i rude, niesforne loczki. W niczym nie przypominał marynarze ze swą cierpliwością i łagodnością. Ciepłym uśmiechem i opiekuńczą aurą. A nie chwila… Aż takie przeciwieństwa się nie przyciągają. To była zwyczajna korzyść z małżeństwa. W rodzinie królewskiej rzadko kiedy zdarza się by córa sama wybrała sobie męża, a i Książe z wyspy Skellige nie miał dużo do mówienia. Ona była idealną partią dla słabego księcia piratów zaś on był doskonały do powiększenia ziem Harnad. Małżeństwo doskonałe z wyjątkiem braku miłości. Jednak i na to magia znajduje rozwiązania… Rozwiązania, o których nie chciałbyś wiedzieć.
    Magia jest ucieleśnieniem Chaosu. Jest kluczem zdolnym otworzyć zakazane drzwi. Drzwi za którymi czai się koszmar, zgroza i niewyobrażalna okropność. Siły mogące unicestwić nie tylko tego kto uchyli te drzwi, ale i cały świat i moja matka miała czelność zaglądać przez nie cały czas. Rodzina Kirkland znana jest z pałania się magią, lecz ona nigdy nie umiała przestać. Ziemia, po której stąpamy. Ogień, który nie wygasa w jej wnętrzu. Woda, z której wyszło życie i bez której to życie jest niemożliwe. Powietrze, którym oddychamy. Wystarczy wyciągnąć rękę, by nad nimi zapanować, zmusić do uległości. Magia jest wszędzie. Jest w powietrzu, w wodzie, w ziemi i w ogniu. I ona zawsze korzystała z tych darów w nadmiarze. Uczyła mnie magii lecz ja nie miałem do niej pociągu. Ani do czarnej magii ani do żywiołowych sztuczek. Uważasz to pewnie za głupie, magia to rzadki dar, a zarazem bardzo silny. Ja chyba po prostu nie miałem genów po matce…
    W każdym z nas jest Chaos i Ład, Dobro i Zło. Każdy z nas przemija i tylko chwilę trwa w pustej egzystencji. Mój ojciec kochał filozofie. Zamykał się w pałacowych komnatach i uczył się. Nie nauki, która przemija lecz rozumienia własnego myślenia. Czasami siadywał ze mną i prawił o tym, co nieograniczone wiekiem. A potem zniknął… Niczym poranna mgła.
    Za drzwiami jest chaos, a w połączeniu z chaosem z nami zabija ład i doprowadza do obłędu. Niekończącej się karuzeli strachu, szaleństwa i agresji. Przytłumia wszystkie zmysły i rozum nie pozwalając na logiczne myślenie. Nawet hebanowowłosej księżniczce Harnad i Skellige, tak pięknej i mądrej księżniczce…
    W wieku szesnastu lat wyruszyłem w świat. Od zawsze kusiło mnie by go zwiedzić, a jedyna przeszkoda jaka mi stała na drodze, przebywała w lochach skuta łańcuchami wśród brylantów wysysających jej magiczną energie. Ja zaś mogłem korzystać z pieniędzy mej matki i podróżować gdzie tylko chciałem. Jak każdy młody chłopak zaciągnąłem się na statek piratów ze Skellige, ironia? Raczej przeznaczenie. Pokładem rządziła kobieta- Calanthe jej było na imię. Miała kasztanowe włosy przetkane gdzieniegdzie srebrnymi nitami i piękne bursztynowe oczy. Ja jej nie rozpoznałem ale ona mnie tak. Była lubą mego ojca jednak kiedy go znała była nikim. Calanthe zaopiekowała się mną jednak nie była pobłażliwa. Uczyła twardą ręką jednak i miała matczyną troskę. Troskę, której zawsze mi brakowało. Po dwóch latach pływania i naśmiewania się z mojej nie ciemniejącej karnacji postanowiłem opuścić morze. Ku smutkowi mej opiekunki jednak chyba nie pisane było z nią zostać. Ciągnęło mnie dalej w świat. I tak dotarłem do Temidos, miasta wojowników. Nie trudno było się zaciągnąć do wojska by nauczyć władania mieczem, a ku swojemu i chyba kilku nauczycieli, byłem całkiem niezłym szermierzem. Miało wiele wiosen i zim a ja dalej szkoliłem swe umiejętności. Trzeba przyznać, że los mi sprzyjał i nie trawił miasta wojną. Mogłem w spokoju czerpać z szermierki, szkolić się i ulepszać o własne cięcia. Percepcja maga ułatwiała mi tylko wyczuwanie niebezpieczeństw i unikanie ich zwinnie. Jednak nic nie trwa wiecznie i mroczna przeszłość wraca do ciebie zawsze. Dowiedziałem się o tym po pięciu latach nauk kiedy podczas treningu zabiłem człowieka.
    Szum krwi w głowie, głośna aria anielska w uszach. Ekscytacja i adrenalina pobudzająca całe ciało do działania. Nawet nie wyobrażacie sobie jaką ekstazę przeżywa człowiek tnąc mieczem przez klatkę piersiową drugiego człowieka. To uczucie, że masz nad kimś władze jak Bóg. Potem przychodzi otrzeźwienie i strach. Strach o to co się zrobiło.
    Ucieczka. Pościg i strach o to co się zrobiło. Rozpacz a zarazem chęć życia. Aria zamieniła się w chichot i obelgi. „Nie jesteś Bogiem, umiesz tylko zabijać.” Ledwo mając dwadzieścia trzy lata zabiłem człowieka w przypływie wspomnień o matce i musiałem uciekać z Temidos by nie zostać straconym. Biegłem długo, potem szedłem. Ciemność.
    Moje szmaragdowe oczy ujrzały miasto pełne dobra i zrozumienia. Miasto gdzie człowiek żyje w zgodzie z florą i fauną. Utopijne miasto a w nim osobę ze snów. Rudowłosego druida z srebrnymi pasmami odchodzącymi od skroni.
    „Witaj w Denewir„
    Rzekł a ja pomimo swoich lat przytuliłem go niczym małe dziecko. Dopiero wtedy zrozumiałem, że zabijając człowieka zyskałem coś. Że nie pisane było mi zostać w Temidos. Że w końcu nie miałbym czego się uczyć, czego doskonalić a tu spotkałem kogoś, kogo utraciłem dawno temu. Z minęło mi wiele czasu spędzonych na naukach magii druidzkiej i filozofii. Przez rok zapomniałem o ukrytym ostrzu, które splamiłem krwią. Wierzyłem, że walka jest zła a liczy się tylko dobroć i to co przyniesie los.
    Jednak jak już mówiłem zło wraca z mrocznych zakamarków by znów zadać ból. Ból, który zagłusza rozum. Miałem pewien moment załamania się kiedy kląłem na wszystko co święte i żywe. Na świat i na ludzi w nim. Na Boga i los. Na błędny pocisk łucznika i jego samego. Na pocisk W przed dzień moich dwudziestych czwartych urodzin zdarzyło się nieszczęście. Jeden z łuczników, z którymi druidzi mieli dawny zatarg postanowił zemścić się za krzywdy jego przodków. Strzałą o złotych lotkach przeszył czaszkę jednego z druidów. Strzała wbiła się w oko i przebiła na wylot głowę. Krew niewidoczna na rudych włosach skapywała po bladej twarzy i śnieżnobiałej szacie. Wszyscy wokoło biegli i krzyczeli a ja widziałem tylko złote lotki i karmazynową krew. Wszystko zamilkło jak w niemym filmie i spowolniło tępa. Nogi stały się miękkie a ciało ciężkie. I ten absurdalny pomysł, że to także nie było mi pisane.
    Zemsta to pierwsza myśl jaka przychodzi po powróceniu do zmysłów. Wypala głowę z innych nauk, nawet najbliższej osoby. Opętuje myśli, sny i całe życie.
    Chęć zemsty narosła jeszcze bardziej gdy odkryłem coś czego chyba nigdy nie powinienem.
    Po śmierci ojca mogłem chodzić i oglądać go nawet w miejscach, w których ojciec zabronił mi się kręcić. To dziwne ale nogi same poniosły mnie do szafy i ściągnęły długi przedmiot z najwyższej półki zawiązany w gruby materiał. Odsupłałem sznur i ściągnąłem materiał niemal na chwilę zapominając o wydechu. Czarno-srebrna pieczęć rodu Kirklandów lśniła na rękojeści ostrza. Nie musiałem czytać kartki dołączonej do prezentu iż jest to dar od mej matki, kiedy to jeszcze była przy zmysłach. Zacisnąłem usta w wąską kreskę i założyłem ostrze na plecy szukając przeznaczenia zwanego teraz zemstą.
    Szukałem pół roku aż wreszcie znalazłem łucznika o złocistych lotkach. Pokonanie łucznika z ukrycia było zbyt łatwe jednak wystarczyło do spełnienia zemsty.
    Tak drogi słuchaczu, to wtedy postanowiłem zostać Skrytobójcą. Wędrować po świecie i przyjmować to co los przyniesie chyba było moim przeznaczeniem. Stać się zgorzkniałym człowiekiem, bez ideałów i celu. Trochę smutne prawda?
    Jeśli Magia jest chaosem to Muzyka jest ładem. Czuły z zarazem zmysłowy głos śpiewał właśnie balladę o czarodziejce i wiedźminie, których los łączył ścieżki jednak nie wiązał ich ze sobą. I znów los spłatał mi figla przeznaczając mi barda na przyjaciela. To śmieszne ale nigdy nie posiadałem takowego człowieka. Ale pewnie nie potrzebowałem go tak jak wtedy potrzebowałem. To on nauczył mnie jak żyć by udawać człowieka, by korzystać ale by i dawać coś w zamian. Od czasu kiedy usłyszałem jego balladę spotkałem się z nim jeszcze kilka razy, przelotnie. Opowiadał mi o swoich przygodach a ja nie miałem nic przeciwko temu. Uśmiechałem się delikatnie i dolewałem mu miodu lub piwa wsłuchując się w piękny dźwięk jego głosu i z radością w sercu.
    Każdy człowiek ma swoje miejsce. W domu przy dzieciach, na wojnie lub niekończącej się tułaczce. Każdy musi szukać bardzo długo by znaleźć to co uważa za swoje powołanie. Jeśli jednak sądzisz, że inne rozwiązanie jest możliwe, popełniasz błąd. Mylisz niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.


    Historia trochę haotyczna ale mniej więcej tłumaczy pozostałe punkty
    avatar
    Arthur Kirkland
    Admin

    Liczba postów : 20

    Re: Celtycka dusza z mieczem

    Pisanie by Arthur Kirkland on Nie Maj 05, 2013 12:39 pm

    1. Historia jest fajna, podoba mi się. Teraz lepiej brzmi, trochę chaotyczna, ale wątpię by w niecały rok nauczył się druidzkich sztuczek, gdzie inni uczą się go od bycia małym szkrabem. Mógł się nauczyć wyciszenia, spokoju jak napisałaś.
    2. Wiedźminów tutaj nie ma i raczej w balladach by ich nie było. Niestety userka jest fantastą i gra w gry...
    3. Powtórzę się jeszcze raz : Skellige - co to jest za wymyślone miasto... Druidzi pochodzą z Denewir. Administracja nie przyjmuje nowych krain, wymyślonych przez userów. Do poprawy. - Nie rozumiem gdzie nie jest zrozumiane to co napisałam. Nie ma żadnych pirackich wysp. Piraci ewentualnie żyją na morzach nie maja swojego miejsca, oraz wątpię by mieli kogoś takiego jak książę... U nich jest zawsze pan Kapitan. Również wątpię w to by wysoko urodzona księżniczka wzięła zwykłego żeglarza, który okazuje się księciem z druidzkimi zdolnościami sry... To nie przejdzie.
    4. Moja postać również ma sporo lat, bo jest tylko o 2 lata młodsza od twojej. Jednak czarnoksięstwo mu nie wychodziło i nie łączyłam go z żadnymi innymi klasami. Czy to naprawdę jest takie ciężkie, nie koksić swojej postaci na nie wiadomo kogo?
    5. Dalej czekam na zmianę umiejętności i sprecyzowaniu się. Mogę się zgodzić co do mieszkania w Ronklyn i byciu po prostu samotnym wojownikiem, który dorabia jako ten najemnik. Bo skrytobójca z niego żaden.
    6. Jego matka na pewno nie uczyła go magii żywiołów, czarnoksiężnicy się tym brzydzą, ale to tylko taka ciekawostka.
    7. Dopiero teraz zauważyłam, że liczba punktów to 90 - prosiłabym zmniejszyć.
    8. Zaakceptuje jak wszystkie powyższe punkty zostaną spełnione.

    Re: Celtycka dusza z mieczem

    Pisanie by Alistor MacKirkland on Nie Maj 05, 2013 2:12 pm

    - "Lot jaskółki" to atak pozwalający na zadawanie trzech szybkich ciosów mieczem. Tak jak jaskółka, tor lotu ostrza gwałtownie zmienia kierunek atakując z innego punktu niż powinien po zadaniu poprzedniego ciosu. Sztuczka skuteczna tylko na długiej płaskiej powierzchni.
    - Ze wzgląd na matkę czarodziejkę opanował jedno proste zaklęcie z grupy czarów psychokinetycznych, polegające na pchnięciu energii w żądanym kierunku. Oczywiście nauczył się go ze wzgląd na użyteczność w walce ponieważ zaklęcie Aard nie wymaga żadnych formułek a jedynie złożenia dłoni w odpowiedni znak i skupienia się. Siła pchnięcia zależy od koncentracji woli rzucającego i wydanej mocy, jednak Alistorowi wystarcza od 3-5 metrów na zmianę ułożenia miecza na bardziej dogodną lub do uniku.
    - Ostrzem miecza może zablokować pocisk (w zależności od humoru przeciąć na pół lub po prostu odbić) nie niszcząc przy tym broni. Technika skuteczna przy małokalibrowych broniach i tych nie będącymi śrutówkami.
    - Dobrze jeździ konno
    - Ogłuszenie (jakkolwiek to będzie wyglądać w praktyce)


    Co do historii, nie chce mi się całej poprawiać: zatem niech ojciec będzie szlachcicem(czy kimś tam, nie znam się na tych sprawach) z Harnad. I tak nie zmienia to faktu, że za młodych lat Alistora uciekł i został druidem.
    Dla mnie magia to magia! Nie znam się na tym...
    To forum Fantasy, jak to nie ma wiedźminów? XD
    Co do rangi nie znalazłam innej pasującej a i w KP podkreśliłam, że bardziej zależy mi na Najemniku.

    Oh nie zauważyłam... Przepraszam


    Siła: 15
    Zwinność: 15
    Inteligencja: 10
    Wytrzymałość: 10
    Celność: 5
    Charyzma: 5
    Percepcja: 15
    Szczęście: 5



    Sponsored content

    Re: Celtycka dusza z mieczem

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Czw Maj 24, 2018 11:36 am