Hetasia

Nie, nie hentasia, H-E-T-A-S-I-A


    Mrukliwy strzelec

    Share
    avatar
    Vash Zwingli

    Liczba postów : 4

    Mrukliwy strzelec

    Pisanie by Vash Zwingli on Czw Kwi 18, 2013 10:56 pm

    I
    Miasto:


    Wychował się w Lormanii. (Prawdopodobnie jednak pochodzi z dzikich okolic niedaleko Minezis.)


    II
    Imię i nazwisko:


    Vash Zwingli


    III
    Wiek:


    21 lat


    IV
    Klasa postaci:


    Strzelec


    V
    Sakiewka:


    11 Golda


    VI
    Wygląd:


    A wiec Vash… słyszałem o nim co nieco. Ba! Nawet widziałem. Chłopak jest niewysoki. Od tego trzeba by zacząć. Ale lepiej nie rozwodzić się nad tym dłużej. Bo wiesz, niewysoki to akurat najłagodniejsze z możliwych określeń, i za nie nikomu nie powinna stać się krzywda. Mam tutaj na myśli obie strony kotku. Inne przymioty mogą nie być pozytywnie odebrane przez tego chłopaka. Tym bardziej, że przerasta go większość populacji kobiet. Hehe~ Tak, że tego... naciągane 170cm wzrostu bym mu dał, nie więcej. Co tam jeszcze… Blondyn, o turkusowych oczach. Hej? Zakochałeś się już? No spokojnie, żartowałem więc zostaw ten miecz.
    Uf… Ale tę swoją strzechę to ma, trzeba mu przyznać. Zupełnie jakby wciąż szlajał się po krzakach czy inszych dziurach. Sądzę, że tego nie da się czesać inaczej jak nożem równo z uszami. I nie zdziwiłbym się gdyby tak właśnie było. Zupełnie nie dba o swój wygląd. Co do ubioru… widziałem go tylko raz, a może jednak dwa? W tedy miał na sobie tę swoją zieloną kamizelkę z metalowymi wykończeniami, białą koszulę wiązaną przy szyi, i nie gorsze spodnie przepasane szerokim paskiem z wieloma dopinkami i saszetkami. Ah, no i do tego skórzane rękawice, oraz wysokie buty. Ale czy to ważne? Jeszcze pewno nie raz się człowiek przebierze. Nie zauważyłem u niego większych ran, zadrapań, czy defektów. Silne, zdrowe, młode ciało… khem.
    Tak czy inaczej, nie wiem z jakiego buszu go wyciągnęli, ale na pierwszego lepszego frajera nie wygląda. Tym bardziej zrozumiałbyś o czym mówię widząc jego spojrzenie. Co miał przy sobie poza tym? Hmm… Worek. Nieduży, taki na ramie ledwo. Raczej nie obnosi się świecidełkami. Jedyne co może Ci błysnąć z jego strony to srebrny śrut i broń z którą nigdy się nie rozstaje. Rzekłbyś… jego jedyna i najdroższa kobieta! No nie pogadasz sobie normalnie… hej! Gdzie pan idziesz?!
    *transwestyta z Lormanii*



    VII
    Charakter:


    Mówię Ci panie! Trzymaj się od tego człowieka z daleka. Tym bardziej jeśli Cie nie lubi, w innym wypadku uratuje Cię tylko ciężka sakiewka. Dlaczego? Oh, to nie jest zbyt ufny człowiek. Zupełnie jak Ci z Minezis. Musi mieć to po tych odludkach. Inaczej nie da się tego wytłumaczyć. Lubi chodzić własnymi ścieżkami. Sądzę, że szuka spokoju z dala od miasta i dlatego zbiera każde pieniądze jakie mu się podsunie. Naprawdę dziwny człowiek. Lepiej go nie drażnić niepotrzebnie. Na co dzień jest opanowany i bardzo uprzejmy. Bez wahania oddałbyś się pod jego opiekę. Niestety żadna z niego dusza towarzystwa. Można zwariować przy takim mruku. Co prawda nie po to się go wynajmuje, by zabawiał ludzi na wycieczce, ale czasem mógłby jednak zarzucić jakimś sucharem czy coś na rozładowanie atmosfery. Wiadomo, że ma wiele na głowie, ale ta perfekcja połączona z oszczędnością środków i słów czasem przeraża.
    Co takiego? Ależ ja nie narzekam. Czasem mu tylko nie powtarzaj panie, byśmy oboje nie mieli problemów. Nie lubi takiego węszenia wokół swojej osoby. Kiedyś dostarczałem zapasy do fortu. Jeden z kadetów w czymś go bardzo uraził. Troje młodzików z trudem go opanowało przed podziurawieniem kolegi. Ma młody siłę, a nie wygląda. Heh… czasem zdarzają mu się takie napady agresji. Może nie często, ale się zdarzają. Dlatego ostrzegam panie, n-i-e d-r-a-ż-n-i-ć!
    Hmm… Zwykle można go spotkać za miastem. Lubi czasem pogrzebać w piachu i kamieniach które zwykł nazywać swoim ogródkiem, albo poszlajać się przy brzegu. Jakby w tych skałach było coś niezwykłego. Może mu w końcu tam jakie niezwykłe glony wyrosną, hehe... Wśród tamtejszych marynarzy krążą też słuchy, że istnieje osoba. Tak, nie myli się pan. OSOBA, która, na pewno wie o wiele więcej. W końcu nawet ktoś taki jak on musi mieć kogoś kto jest mu szczególnie bliski. Ale osobiście to jakoś nie widziałem, by kiedykolwiek oglądał się za babami o facetach już nie wspominając.
    Czego więcej? Ja tu tylko sprzedaję. Nie jestem jego niańką. Jeśli chciałbyś wiedzieć coś więcej, to porozmawiaj se pan z jego strzelbą, i nie zawracaj rzyci! Zarobiony jestem…
    *handlarz z Lormanii*



    VIII
    Historia:


    Można by tutaj długo spekulować nad prawdziwym pochodzeniem Vasha. Dla nas był to zwykły podrzutek jakich wielu na tym świecie. Pamiętam jego opiekuna. Nie wiadomo czy był prawdziwym ojcem. Na plecach zawsze nosił solidy łuk. Podejrzewam, zatem że pochodził z okolic Minezis. Nie mówił zbyt wiele, a pytać też nie wypadało. Przybył na jednym ze statków handlowych podając się za zwykłego chłopa, szukającego nowego sposobu na życie. Dzieciak nie odstępował go na krok. Niechętnie też patrzył i podchodził do swoich rówieśników na wyspie. Często unosił głos i wyrażał twardo swoje zdanie. Uparte dziecko, ale wystarczyło jedno słowo tego starszego człowieka i wszystko było wykonane bez nawet jednego mruknięcia. Prawdziwy autorytet. Próbowaliśmy zachęcić go by pobierał u nas nauki. W końcu to mógł być syn jednego ze słynnych Minezyjskich łuczników. Nie można było przepuścić takiej krwi na zmarnowanie. Niestety chłopak niezbyt zainteresowany był naszą propozycją. Wciąż tylko pracował dla starego, lub znikał gdzieś na całe dnie. Martwiło nas to, że nie chce wziąć broni do ręki. Ćwiczyć wraz z innymi. Kształcić się. Próbowałem zachęcić starego, aby wpłynął jakoś na Vasha, ale w odpowiedzi dostawałem tylko krótkie „Sam musi tego chcieć.” Poddałem się zatem i już więcej nie nękałem dzieciaka. Do czasu…
    Naszą kochaną Lormanię zaatakował potwór. Podła gadzina. Spadła z nieba wraz z burzą. Prawdopodobnie zgubiły ją te chmury i szukała wytchnienia na naszej wyspie. Nie wiem, nie znam się na zwyczajach smoków. Tak czy siak, nie mogliśmy zignorować jej obecności. Tym bardziej kiedy kapryśnie rozgrzebywała pazurami obwarowanie i atakowała ludzi, rujnując ich dobytki.
    Ewakuowałem wszystkich do fortecy i zebrałem strzelców. Mieliśmy nadzieję, poszczuć ją trochę i zmusić do ucieczki. Jak to jestem głupi?! Skąd miałem wiedzieć, że ta maruda zacznie ziać ogniem! Poza tym w mieście nie było jak wytoczyć cięższej artylerii. Mieliśmy strzelać sami do siebie? Smok przemieszczał się zbyt szybko. Nie wiedziałem już czy kazać swoim ludziom odciągać gada od fortecy, czy gasić ogień. Brakowało nam tylko wybuchu prochu, czy innego składu. Tyle dobrze, że padał deszcz. Panikowaliśmy, nie wiedząc co począć z intruzem. Wstyd się przyznać, że byliśmy kompletnie zaskoczeni i nieprzygotowani. Gdyby chociaż smok nie parł w tym amoku do warowni, moglibyśmy zestrzelić go z którejś armaty, czy nawet działa… Ah! No tak, miałem opowiedzieć Ci o chłopaku. No więc z nikąd pojawił się ten staruszek z łukiem. Uznałem go za szaleńca. Gdzie tu panie z takim drewnem do pancernego gada… Dziabnął go w oko. Nie! No przecież nie Starego. Smokowi drzazgę łukiem zasadził! Gadzina tak się wściekła, że już zacząłem całe miasto liczyć na straty. Ale ku mojemu zdumieniu, mimo tego szaleństwa jaszczurowi udało się wyślepić drugim gałem staruszka i pognać za nim. Ku naszej uldze wyprowadził go poza mur, prosto w zasięg naszych dział. Natychmiast ruszyłem armię za nimi i w tedy zobaczyłem tego dzieciaka. Kiedy tamten się narażał, młody zajmował się tymi którzy nie zdążyli się schować. Szybko straciłem go z oczu. Ale nie to było teraz najważniejsze. Oczywiście, że zabiliśmy gada. Poświęcenie starego to wielki dar dla nas. Jak to idiota!? Znów mnie pan obrażasz?
    Cóż… wracając jednak do Vasha. Parę dni później pojawił się u mnie w kwaterze i sam poprosił o nauki. Oczywiście, przygarnąłem go z pamięci o staruszku. Był niezwykle pojętny. Nawet nie musiał specjalnie nadganiać tych chłopców. Sądzę nawet, że znacznie przerastał ich talentem, dyscypliną i pracowitością. Nie zmieniło się tylko jego nastawienie. Wciąż wszystkich unikał i często wymuszał na nas indywidualne nauki. Niezbyt podobała mi się praca po godzinach… no ale.
    Kiedy stwierdził, że nauczył się już wszystkiego czego chciał postanowił zdobywać dalsze doświadczenie na własną rękę. Nie sądziłem, że stanie się najemnikiem. Osobiście widziałbym go w naszej regularnej armii. Miał zadatki na dobrego zastępcę. Ale taki z niego uparciuch… nie dostrzega zalet tego stanowiska.
    Słucham?! Że niby chciałem zrobić sobie z niego prywatnego sługusa? Żeby to jeszcze było możliwe. Teraz pewno włóczy się gdzieś i sprzedaje nasze talenty za mieszek złota. Niewdzięcznik jeden. Jeszcze kiedyś przyjdzie… A, pan jak nie przestanie z tymi swoimi docinkami to zaraz wyląduje w morzu ryby karmić.
    *Starszy generał z Lormanii *



    IX
    Parametry postaci:


    Siła: 13
    Zwinność: 8
    Inteligencja: 5
    Wytrzymałość: 8
    Celność: 23 +3
    Charyzma: 6
    Percepcja: 12
    Szczęście: 5



    X
    Umiejętności:


    ~Posługiwanie się karabinkiem powtarzalnym, dwutaktowym, magazynek 12 kul, kaliber 7,5mm
    ~Posługiwanie się małym, krótkim pistoletem jednostrzałowym o zasięgu 20 metrów, ładowanym od tyłu śrutem lub pociskiem
    ~W ciągu minuty może oddać max 10 strzałów z karabinku (celnych 6)
    ~Zasięg skuteczny karabinu to max 400 metrów dla osoby nieruchomej
    ~Penetrujący strzał - przebije Cię na wylot i nawet nie zauważysz kiedy padł twój kolega z tyłu. (max 2 osoby)




    To płacisz pan, czy chcesz tu zginąć?


    Ostatnio zmieniony przez Vash Zwingli dnia Pią Kwi 19, 2013 9:59 pm, w całości zmieniany 1 raz
    avatar
    Alfred F. Jones
    Admin

    Liczba postów : 42

    Re: Mrukliwy strzelec

    Pisanie by Alfred F. Jones on Pią Kwi 19, 2013 9:36 pm

    Ach, piękna karta *u* Treściwa, ciekawa, fajnie pomyślana... Ale kilka szczegółów:
    ~Nie Nimezis, a Minezis
    ~Nie Lomaria, a Lormania
    ~Na Minezis mamy łuczników, a nie kuszników, choć są to niemal bliźniacze bronie, to jednak łucznik pozostaje łucznikiem...

    Tylko to zmień i czeka cię akcept, +3 do celności i 11 Golda.
    avatar
    Vash Zwingli

    Liczba postów : 4

    Re: Mrukliwy strzelec

    Pisanie by Vash Zwingli on Pią Kwi 19, 2013 10:04 pm

    Musiałem być już naprawdę zmęczony, skoro nie chciało mi się po sryliard razy sprawdzać czy dobrze nazwy zapamiętałem... A wiedziałem, że coś jest źle!
    Co do Kuszników i Łuczników... to chyba wmówiłem sobie, że gdzieś o tym wspominaliście, albo to dlatego, że wzorowałem się na Tellu i za dużo prawa historycznego odnośnie broni czytałem ostatnio. Eh~
    Tak czy inaczej chyba poprawione.
    avatar
    Alfred F. Jones
    Admin

    Liczba postów : 42

    Re: Mrukliwy strzelec

    Pisanie by Alfred F. Jones on Sob Kwi 20, 2013 8:55 am

    Dopsz, ogłaszam wszem i wobec AKCEPT~

    Życzę miłej gry,
    Pozdrawiam
    Alfred F. Jones

    Sponsored content

    Re: Mrukliwy strzelec

    Pisanie by Sponsored content


      Obecny czas to Pią Lis 16, 2018 11:12 pm